i gdyby tak mieć wybór

przez , 02.lip.2017, w Potokiem słów (nie)prostych

 

A gdyby tak choć na raz zamknąć w dłoniach cały Twój świat.

I częścią jego być nierozerwalną, jak pajęcza nić.

I gdyby tak oddychać móc,powietrzem, które wypływa z Twych płuc.

I patrzeć na świat oczami Twymi, radować serce słowami wdzięcznymi.

A gdyby tak fruwać jak ptak i obserwować z góry blaski i  miny Twoje ponure.

I wywoływać wspomnień fragmenty porwane i sklejać z nich nowe kolaże życiowe.

I gdyby móc kochać Cię wśród róż i zapachem upajać się myśli Twych i łez.

A gdyby chcieć dotykiem leczyć Cię

Spijałabym ból z Twych ran

Czekałabym aż zaśniesz sam. 

Zostaw komentarz więcej...

O jak Odpowiedzialność

przez , 02.lip.2017, w Potokiem słów (nie)prostych

Odpowiedzialność to wielkie słowo. Niejednokrotnie jednak bardzo ciężko wcielić Nam je w życie. Bo o ile wielokrotnie mówimy, że jesteśmy osobami odpowiedzialnymi, o tyle mocni jesteśmy głównie w słowach. Są wydaje mi się różne rodzaje odpowiedzialności. Ta, wynikająca z obowiązków zawodowych, gdzie mamy kogoś  pod i nad sobą, gdzie musimy robić coś od-do. Taka zazwyczaj, przynajmniej moim zdaniem, przychodzi Nam łatwiej. To w końcu, jakby nie patrzeć, nasz obowiązek, być odpowiedzialnym za pewien zakres zadań w pracy. Wykonujemy  jakieś obowiązki, płacą Nam za wykonywaną pracę, musimy więc ponosić pełną odpowiedzialność za wynik naszej pracy. Raz jest lepiej, innym razem gorzej, ale nie zostawimy naszej pracy, czy nie zmienimy jej na inną, tylko dlatego, że przerosła Nas odpowiedzialność za nią. W takiej sytuacji co chwilę musielibyśmy zmieniać pracę, tylko dlatego, że coś nas przerasta. Odpowiedzialność zawodowa jest więc wpisana w życie pracownicze każdego, podejmującego zatrudnienie człowieka.

Jest też odpowiedzialność za samego siebie i swoje czyny. I o ile nie popełnimy jakiejś życiowej gafy, nikt Nam nie powie, że jesteśmy nieodpowiedzialni. Niektórzy z Nas pewnie bardzo szybko chcieli być odpowiedzialni za samych siebie. Prawdopodobnie niestety dlatego, że taka odpowiedzialność kojarz Nam się z szeroko rozumianą dorosłością. I wszystko idzie Nam jak po maśle, aż do pierwszego kryzysu, kiedy to wydawałoby się wspaniałe dorosłe życie i pseudo umiejętność panowania nad nim, bierze górę nad Naszymi planami. Nie generalizuję –  żeby nie było. Czasami to życia zmusza nas do szybszego wyjścia spod mamusinej spódnicy lub opuszczenia domowego niekoniecznie zacisza, na rzecz walki o swój byt. I wtedy ta odpowiedzialność rzeczywiście w Nas rośnie. Bo mamy świadomość, że jak sami sobie nie poradzimy, jak sami nie będziemy o siebie walczyć, to nikt za Nas tego nie zrobi, mało tego, jeszcze znajdzie się wielu chętnych aby podłożyć Nam nogę a potem śmiać się z Naszych upadków. Dlatego wielki szacunek dla tych, którzy potrafią być odpowiedzialni za każdą minutę swojego życia. Taka odpowiedzialność, moim zdaniem, ma przyszłość, bo nie opiewa w słowa a w czyny. Bo będąc świadomym nie tylko złych, ale i dobrych rzeczy na tym świecie, będziemy potrafili rozsądnie wybrać.

I powiedzmy „trzeci rodzaj odpowiedzialności” to według mnie ten najtrudniejszy, bo związany z odpowiedzialnością za drugiego człowieka. Przydałoby się teraz sprawdzić, jak z taką odpowiedzialnością radzą sobie rodzice z przypadku. Ile takich małżeństw z miłości do dzieci przetrwało kryzysy, jakie czekały na nich, wraz z wejściem w wolę rodzica ( nie oszukujmy się, zazwyczaj za młodego, za biednego, często niewykształconego). Niestety wielokrotnie okazuje się, że dziecko, to nie sposób na zatrzymanie drugiej osoby, a sposób na jej bardzo szybką ucieczkę. I o ile wysokość alimentów nie sprawia Nam radochy, to wychodzi na to, że kompletnie nie potrafiliśmy wziąć odpowiedzialności za swoje czyny i drugiego człowieka.  Niektórym też wydaje się, że jak są świetnymi pracownikami, zorganizowanymi szefami i kolegami z pracy z prawdziwego zdarzania, to będą potrafili przenieść wszystkie te cechy na życie prywatne. Niejednokrotnie okazuje się jednak, że odpowiedzialność zawodowa wychodzi Nam lepiej niż ta w życiu prywatnym za drugiego człowieka. A to dlatego, że mamy problem z priorytetami. Jeżeli cały czas obracaliśmy się tylko w jednej przestrzeni, trudno Nam będzie dać z siebie więcej w innej. Jesteśmy przyzwyczajeni do niespodziewanych zwrotów akcji w pracy, ale życia z drugim człowiekiem nie planuje się na zasadzie analiz statystycznych. Ciężko przewidzieć, zwłaszcza jeżeli jeszcze dobrze się nie znamy, oczekiwań drugiej strony. A słowo „odpowiedzialność”w takiej sytuacji urasta do rangi rzeczy, będących poza naszym zasięgiem. Wtedy właśnie ukrywamy się za słowami. Nie stać Nas na czyny,  bo one są przecież zobowiązujące, to smalimy poematy o  tym, jak bardzo jesteśmy odpowiedzialni za siebie i tę drugą osobę, bo przecież jest dla Nas ważna. Niestety często wszystko zaczyna się i kończy na słowach, bo mówić jest najłatwiej.

Może dlatego warto się czasem zastanowić za co chcemy i za co potrafilibyśmy być odpowiedzialni. Prawdopodobnie oszczędzilibyśmy zawodu sobie i innym.

Zostaw komentarz więcej...

(Nie)łatwe odejścia

przez , 25.cze.2017, w Potokiem słów (nie)prostych

Rozstania to chyba nigdy nie był łatwy temat. Rozstają się najbardziej udane pary, kochające małżeństwa,wieloletni przyjaciele. Życie, ktoś by powiedział najprościej. Zapewne nie każde rozstanie związane jest z emocjonalną burzą, płaczem,krzykiem i rzucaniem talerzami, ale myślę, że wydarzenia takie nie należą do najłatwiejszych.

Łatwo się Nam rozstawać? Mówić, że to nie to? Że nie tak wyobrażaliśmy sobie związek, przyjaźń, partnerstwo? Wydaje mi się, że łatwiej rozstać się głośno. Wyciągamy wtedy z pralki życia wszystkie brudy i pod światłem dnia, często w obecności publiczności, koloryzujemy, dodajemy to i owo od siebie, rozdrapujemy coś, co rzekomo dawno zapomnieliśmy i wybaczyliśmy. A dlaczego? Wydaje mi się, że te głośne rozstania mniej bolą. Coś jakby „Pozrzucajmy na siebie winę za cale zło tego świata przez najbliższe 10 minut i będziemy mieć z głowy resztę związku.” Potem przez tydzień złościmy się o wszystko i nic, po dwóch tygodniach wstępujemy na drogę bez kobiet i mężczyzn a po miesiącu nie pamiętamy już o naszych odwykowych postanowieniach.

Bo po ciuchu to trochę tak na „Zostańmy przyjaciółmi”. Choć to chyba i tak lepiej niżbyśmy mieli  ”Związek nam nie wychodzi, ale seks tak, więc po co rezygnować z tego ostatniego”. Po ciuchu rozpamiętujemy, myślimy dlaczego, szukamy wad i to niestety zazwyczaj w sobie. Po ciuchu udajemy, że to się nie skończyło, że może jeszcze wróci, że może to zły sen.

I wydaje mi się, że to nigdy nie ma różnicy, czy jesteśmy ze sobą rok, lat 10, mniej czy więcej. Jeżeli trudno znosimy takie sytuacje, jeżeli to był dla nas ktoś ważny, to prawdopodobnie czy po cichu czy jednak głośno, to będzie tak samo trudno. Dlatego właśnie myślę, że jednak jest coś, co odróżnia nas od innych istot. Myślimy, czujemy i okazujemy emocje. One są ważne i czasem nie warto ich dusić w sobie bo mogą niejednokrotnie wiele ułatwić. gdybym mogła czegoś komuś czy też sobie życzyć to było by to rozstawanie się z głową. Bez znaczenia o jakich rozstaniach myślimy.

I zapewne od przyczyny rozstania zależy sam okres rozpamiętywania, bo to czasami trochę jak ból po stracie kogoś ważnego. W takich sytuacjach pewnie niektórzy powiedzieliby, że powinno się odpłacać pięknym za nadobne, ale myślicie, że zdrada za zdradę, policzek za policzek, kłamstwo za kłamstwo coś zmienią? Nie sądzę. Wtedy gramy w grę, w której być nie chcieliśmy. Zachowujemy się tak samo, jak raniąca nas osoba. Zniżamy się do tego samego poziomu. Ale czy warto?

Może najbanalniejszym wydaje się tu stwierdzenie „rozstawajmy się jak ludzie’.

Zostaw komentarz więcej...

Co po mnie?

przez , 10.maj.2017, w Potokiem słów (nie)prostych

Co dziś po mnie pozostanie?
Gdzieś napewno jakaś szafa
z ubraniami
stosem butów.
Gdzieś na koncie jakiś pieniąniądz.
za pracy godzin kilkadziesiąt.
Gdzieś na dworze przechadzane milion razy
ścieżki kręte z wybojami.
Gdzieś po kątach ślady płaczu
łzy za kołnierz wylewane.
Gdzieś się trafi może jeszcze jakiś orzech
co go zgryźć nie mogłam sama.
Gdzieś pod koniec może jeszcze jakiś człowiek
co nie odszedł
chociaż taka moja była rada.
Co dziś po mnie pozostanie?
Może słowa takie tylko właśnie.
Może tylko pamięć Twoja
że kiedyś żyłam raźniej.

Zostaw komentarz więcej...

wojny wewnętrznej widok

przez , 25.kwi.2017, w Potokiem słów (nie)prostych

 

Ta wojna, która trwa

to konfrontacja mojego dobra

i mojego zła

A krzyki, które słyszysz

to agresji serca mego

ryki

Me rany liczne kłute

to boleści serca

okrutne

A łzy potokiem lane

to obraz słów głośniej

wypowiedzianych

Dwie dłonie krwią zbroczone

to próba rozładowań błędnych

przekonań

A poszarpane żyły

To chęć by nie tętniły

złym życiem lub

nie-byciem

by trosk już nie szerzyły.

 

Zostaw komentarz więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...